My, którzy zgrzeszyliśmy przezroczystością


My, przezroczyści 


Miałeś kiedyś uczucie, że zaprzeczasz sam sobie? Że wykorzystujesz samego siebie? Że TRACISZ siebie?

Może nie jestem najbardziej kompetentną osobą w tym temacie, ale chciałabym się podzielić swoimi obserwacjami. Może te słowa komuś przypomną o tym, co sam pewnie w głębi serca dobrze wie. Bo przecież, to się czuje. Zawsze się czuje. Czasem ginie przyczyna w natłoku przeróżnych myśli i bodźców wokół, ale pozostaje jakieś niejasne wrażenie emocjonalne.

W każdej sytuacji, gdy mówisz „tak”, choć wcale nie chcesz. W każdej chwili, gdy milczysz, choć krzyczysz wewnątrz. W każdej chwili, gdy uśmiechasz się sztucznie, tylko dlatego, żeby ludzie wokół cię akceptowali. Zawsze, kiedy decydujesz się na kontakt z osobami, z którymi nie czujesz się do końca komfortowo, ze strachu, że zostaniesz sam. Zawsze, kiedy stresujesz się i frustrujesz spotkaniami, z których nie uzyskałeś dawki sympatii i akceptacji. Zawsze, kiedy nie możesz się skupić na drugim człowieku, bo za bardzo starasz się kontrolować siebie. Kiedy myślisz, że takim, jakim jesteś, nikt Cię nie zaakceptuje.

Chcę Ci powiedzieć – wiem jakie to trudne. Chcę powiedzieć – jestem szalona, że o tym wspominam. Dlaczego? Dzisiaj coś we mnie drgnęło, coś „stykło” i zwyczajnie mam poczucie, że potrzeba akceptacji wcale nie jest żadną zmorą ziejącą ogniem z kłami i wielkim kolczastym ogonem. I, w przeciwieństwie do osobowości, poczucie akceptacji siebie i świetna samoocena – to jest coś, co każdy może wypracować.

Jeśli masz wrażenie, że mówię o czymś co i w Tobie czasem siedzi, chcę Ci powiedzieć: Masz na to wpływ! Naprawdę. Warto próbować i wciąż zaczynać od nowa. Też mam okresy, w których jestem totalnie przezroczysta. Rozumiem to. Pozwól mi powiedzieć sobie to, czego ja zwykle potrzebuję w takich chwilach. Chcę przekazać to przesłanie, bo mi go trochę brakuje w naprawdę świetnych treściach, które miałam przyjemność słuchać i czytać. Nie zawsze brak prawdziwości i autentyczności jest spowodowany złymi intencjami i nie każdy moment jest dobry na wymaganie od siebie określonych zachowań czy wzorców myślowych. 


Słuchaj no. Wiem, ludzie mieli o Tobie różne zdanie. Może się już zacząłeś gubić w tych wszystkich obrazach siebie, może zadajesz sobie pytanie: kim w takim razie jestem? Która z moich twarzy jest prawdziwa?
Być może niektóre osoby ważne dla Ciebie, nie dostrzegały bądź wciąż nie dostrzegają Twojej wielkiej, wyjątkowej wartości jako człowieka. To bardzo przykre i raniące, ale nie daj sobie wmówić, że jesteś kociołkiem pełnym wad i niedoskonałości. Dlaczego?
Bo wiesz co? Podobno każdy dostrzega w innych dokładnie to, czego szuka. Widzisz co mam na myśli? Jak ktoś będzie bardzo chciał, to znajdzie w Tobie same wady. Znajdzie same wady w każdym człowieku, którego pozna. Pomyśl o tym, jakie to przykre, spostrzegać świat w taki sposób. To musi być straszne, widzieć same czarne barwy. Może nawet wiesz o czym mówię. Jednak, jak wiesz, każdy ma wady jak i zalety. To jest niemożliwe, aby jedna osoba miała w sobie tylko błoto i brud. W każdym jest talent, potencjał, osobista wartość. Skoro dostrzegasz to w innych, zobacz to też w sobie.

Dojrzyj wartość i siłę, jakie masz w sobie. Wtedy wszystkie przeciwności będą nieco mniejsze, a ludzie staną się jakby lepsi. To nie Twoja wina, jeśli tego teraz nie widzisz. Wiem jakie to oklepane, ale żeby móc szczerze dobrze myśleć o innych, trzeba zacząć od siebie.


Na koniec słów kilka typu „trochę bardziej praktyczne”. Bez ogółów.
Kiedy czuję się bardziej swobodnie i autentycznie? Jak z sobą pogadam w taki sposób:
Po co mi ta cała akceptacja, za którą gonię? Po co? Co z tego, że jakiś randomowy człowiek mnie nie polubi? I tak myśląc, uświadomiłam sobie, że przez tą potrzebę akceptacji tkwiłam w sytuacji beznadziejnej - bo nie mogłam się zachowywać ani bardziej w taki ani inny sposób, no bo każde zachowanie KOMUŚ by się nie spodobało, prawda? Więc po prostu byłam przezroczysta przez większość czasu, przezroczyście miła, aż mi się zachciało rzygać tą "miłą" ugodliwością. Taki kompromis zabierał mi mnie, traciłam w tym siebie, sobie zaprzeczałam i siebie wykorzystywałam a to tylko dodatkowo niszczy samoocenę.

Konkluzja na dziś: doceńmy bardziej siebie, nie bierzmy krytyki zbytnio na serio i nie wykorzystujmy się – ani wzajemnie ani również samych siebie. Nabierzmy kolorów?

Pozdrawiam :)
Ps. Przepraszam za zmiany wielkości czcionki, nie wiem dlaczego tak się dzieje ;)

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Trzy ogniki

Jak być skałą?

Na początek - co to będzie? Pierwszy fragment