Co kwarantanna ma wspólnego z czekoladą? I dlaczego w domu nie zawsze najlepiej.
Twarze.
Im dalej, tym bezpieczniej.
Akurat
się tak śmiesznie składa, że aktualnie można rozumieć to hasło
nie tylko metaforycznie, ale i dosłownie #kwarantanna;p
Siedząc
jak i wy we własnym domu (żeby nie było wątpliwości, nie w
cudzym) zadaje sobie i wam pytanie:
-
Dlaczego czujesz się gorzej w izolacji?
Wchodząc
głębiej:
-
Dlaczego wolisz spędzać dnie wśród nieznajomych niż z
najbliższymi? Czemu tęsknisz za tłumem mniej lub bardziej obcych
twarzy?
Brzmi
znajomo? Nie? To się cieszę, bo to znaczy, że twoje Relacyjne
Życie ma się świetnie. „Będziesz żyć” - idealna
diagnoza :D
Tak?
To mam dla ciebie kilka osobistych refleksji, które może okażą
się pomocne :)) (spokojnie, też będziesz żyć ;))
Przyszła
mi na myśl ciekawa koncepcja – Czy fizyczna, realna kwarantanna,
nie boli czasem dlatego, że doskonale uwidacznia innego rodzaju
kwarantannę, w której byłeś już wcześniej?
Metaforyczna
kwarantanna, to świadome lub nie tworzenie wokół siebie swoistej
„bańki bezpieczeństwa”. To nieustanne lub bardzo częste
zachowywanie możliwie dużego dystansu emocjonalnego w kontaktach z
innymi.
Jeśli
byłeś w takiej bańce, to nie bez powodu. Tam ci było bezpiecznie.
Ale jak pewnie zauważyłeś siedząc fizycznie w domu, bańka
bezpieczeństwa może uwierać i przeszkadzać w funkcjonowaniu.
Tutaj
wrócę do pytania: dlaczego tęsknisz za nieznajomymi? Bo to był
Twój substytut bliskości. A teraz okoliczności odebrały ci ten
stworzony przez ciebie rodzaj bliskości, który dawał ci komfort i
bezpieczeństwo.
Terminem
„nieznajomi” określam przyjemne i płytkie relacje. Ludzi,
którzy cię lubią, choć (bo?) prawie nie znają. Tą miłą panią,
którą mijasz na pasach. Uśmiechnięte, sympatyczne twarze. Twarze
z imionami, jak produkty z etykietkami na półce marketu. Znasz ich
nazwę, wiesz, że dobrze smakują (lub nie), czasem możesz trafić
na jakiś nowy rodzaj *czekolady, kupujesz, zjadasz i idziesz
dalej. Do pracy, do szkoły, na uczelnię. I nie myślisz o tej
czekoladzie, która już się trawi (lub strawiła), no chyba,
że dostaniesz jakiegoś zatrucia (wtedy więcej jej nie kupisz).
Pobieżne
relacje są jak czekolada, dają przyjemność w chwili
jedzenia i kończą się wraz z nią. Proste: nie jesz, nie ma
relacji.
Przyjemność
– słowo klucz. Ma być miło, przyjemnie, zabawnie i
bezproblemowo. Gdzie się zaczyna problem – tam kończy się płytka
relacja. ( Zachęcam do tego, żeby w tym momencie spróbować
przekształcić ją w głębszą :) )
Jeśli
w tym momencie zwykle się wycofujesz, a nie rozwijasz relacji
głębiej, to znak, że prawdopodobnie wcześniej już żyłeś w
stworzonej przez siebie kwarantannie.
Teraz,
fizyczne odosobnienie zwraca twoją wcześniej rozproszoną uwagę na
fakt samotności. Szczególnie, gdy wchodzisz w stan trudnych emocji.
Smutek, rozczarowanie, złość, tęsknota, pustka – twoi „ludzie
czekolady” mogą nie znać takich stron ciebie, bo zamykasz je
przed nimi. I dlatego czujesz się samotnie w przypadku pojawienia
się tych emocji. A fizyczne, przymusowe odosobnienie dodatkowo
zwraca twoją uwagę na ten fakt.
A
z czego wynika lęk przed okazywaniem słabości, wrażliwości,
trudnych emocji, dzieleniem się problemami? - to temat, który jest
w stanie zapełnić sporą paczkę przemyśleń, ciekawa jestem, jak
wy myślicie?
*czekolady
– tu wklej cokolwiek, co lubisz jeść
Pozdrawiam
i dużo zdrówka wszystkim: zarówno fizycznego jak i „relacyjnego”
:)

Dzięki wielkie za ten tekst! :) Niby prosty, a głęboki...
OdpowiedzUsuńDziękuję :D Cieszę się, że Ci się podobał :)
Usuń